Atrament i kreda
Wzdychała kreda: Wciąż jestem biała, Józio oświadczył: Woda mi zbrzydła,
Nie chcę być biała!... No i - sczerniała.
Jęczał atrament: O, losie marny,
Wciąż jestem czarny, kompletnie czarny,
Jak gdyby we mnie kto smołę przelał.
Nie chcę być czarny! Dość już! I zbielał.
W szkole straszliwy zrobił się zamęt:
Ładna historia! Biały atrament!
Któż go na białym dojrzy papierze?
Nikną litery i kleksy świeże,Brudas
Dość już mam szczotki, wstręt mam do mydła!
I odtąd przybrał wygląd straszydła.
Płakała matka i ojciec gryzł się:
Ten Józio wszystkie soki z nas wyssie,
Od dwóch tygodni już się nie myje,
Czarne ma ręce, nogi i szyję,
Twarz ma od ucha brudną do ucha,
Czy kto takiego widział smolucha?
Poradzcie ludzie, pomóżcie, ludzie,
Przecież nie można żyć w takim...